søndag 9. desember 2007

tribal_pakistan_amazing place

Halo przyjaciele,

to ze pisze to wbrew pozorom dobry znak sam w sobie, zwazywszy na miejsca jakie odwiedzilem w ostatnich dniach to nie jest az tak oczywiste,
a wiec po skonczeniu pracy w szpitalu dzieciecym w Lahore pojechalem na kilka dni do Islamabadu odwiedzilem zaprzyjaznionego czlowieka Azama, spedzilem kilka dni u niego rozmawiajac o kulturze,religii, polityce i takietam, bardzo ciekawy czlowiek i poza tym w ciagu kilku dni odwiedzilo go milion znajomych z ktorymi bardzo milo sie rozmawialo, mam wrazenie ze o pewnych rzeczach nigdy bym sie nie dowiedzial gdybym nie odwiedzile tego kraju i nie spotkach pewnych w nim ludzi,
potem pojechalem do Peshawaru miasto bardzo pakistanskie bylem jedynym czlowiekeim bialym oraz jedynym czloeiwkiem nie majacym na sobie pakistanskiego ubioru, ludzie bardzo mili i chetni do rozmowy zawsze i wszedzie.
ale do sedna, w peshawarze spotkalem sie z doktorem Khialem (przyjacie innego doktora z Lahore ktory zaaranzowal to spotkanie).Dr Khial mieszka w trible area (teren nieopodal granicy afganskiej -miejscer bardzo ciekawe i bardzo niebezpieczne nawet pakistanczycy ktorzy tam nie mieszkaja boja sie tam jechac a ten ktory tam byl uwazany jest za odwaznego, wszyscy nosza bron od dzieci po kobiety jest to tak mormalne jak czesc ubrania) mial mnie tam zabrac, ale w zwiazku z zaistniala sytuacja ( jest tam teraz bardzo niebezpiecznie, heavy fighting is going on..) nie moglem uzyskac pozwolenia na wjazd i nie pojechalem z Khialem do jego domu,
los sprawil ze spotkalem w miescie takzwanego Princea - przewodnik, czlowiek posiadajacy wiele znajomosci w armii policjii i innych srodowiskach,
zaproponowal jedniodniowa wyprawe, ale jak powiedzial cene - 4000 pak rupees niestety zapal moj oslabl, powiedzialem ze niestety tym razem mnie nie stac na to...
po kilku godzinach zadzwonil ipowiedzial ze jako jestem podroznikiem i back_packerem moze mnie wziac tylko zalapowki dla policji ok 1000 Rs
wiec pojechalismy w miejsce zwane Khyber pass 1km od granicy afganskiej,niestety nie mozna bylo robic zdjec jako ze wszystko bylo nielegalne musialem zostawic aparat w aucie,potem pojechalismy do obozu dla uchodzcow afganskich, niesamowite miejsce nigdy chyba nie widzialem tak biednych ludzi, domy bez dachow i bez drzwi, dzieci bez ubran brudne jak totylko mozliwe, wytwarzanie cegiel to jedyny ich sposob na zarabianie pieniedzy,widok doprawdy zostajacy w pamieci,
potem cos z czego afganistan slynie na swiecie,pojechalismy na smuggler bazaar - narkotyki wszelkiej masci od haszyszu do browna wszystko w kazdej ilosci 20 razy tansze niz w europie.. miejsce nie przymierzajac przerazajace zwlaszcza ze prince powiedzial zanim tam pojechalismy ze to na moja odpowiedzilnosc i jesli biore aparat to musze sie liczyc ze go strace, dla tamtych ludzi kazdy bialy czlowiek to amerykanski agent - niemile widziany..
coz przezylem i nawet udalo misie zrobic kilka fot postaram sie zalaczyc,
miejsce ciekawe ale chyba nie chcialbym go odwiedzac po raz kolejny,

takie to przygody dni ostatnich mi sie przytrafily, time to move on - dziswracam do Indii,

pozdrawiam serdecznie
adam

Ingen kommentarer: