søndag 26. august 2007

in a ger

a wiec czekajac na wize chinska wyruszylem na wies,niedaleko tym razem jakies 70 km na opolnoc od ulaanbaatar,zatrzymalem sie w domku letniskowym brata Tuszena, chodzilem tam po gorach i takietam ale nie o tym chcialem teraz, wczoraj zapuscilem sie dosc daleko i podczas drogi powrotnej (powoli sie ciemnialo) i nagle przechodze kolo dwoch jurt, przed ogrodzeniem z niczego,wlasciwie byla to tylko brama,stal pan zagailem wiec po mongolsku(kilka slow juz umiem) i zostalem zaproszony do srodka,okazalo sie ze jest tam jakas impreza sam nie wiem z jakiej okzaji posadzono mnie przy stole i poczestowano dziwnym czyms bardzo dobrym skadinad potem na stol wstapil Mongolski Standard (mongolska wuuda:) i zrobilo sie bardzo milo :)
nie bylo tam nikogo kto mowilby choc troche po angielsku czy rusku czy polsku a czulem sie jakby nie bylo zadnych barier jezykowych, nie wiem czy to zasluga wodki czy otwartosci czulem sie wyjatkowo spotkala mnie goscinnosc jakiej niewiele na tym swiecie
to tyle wczorajszy wieczor zapamietam na dlugo na dlugo
adam

1 kommentar:

Unknown sa...

hmm... mam takie wrazenie, ze nigdy nie bede mial okazji przezyc czegos takiego.

Pozdrawiam chlopaku!

giees